Może to ja przesadzam?

Jak odróżnić fakty od interpretacji, kiedy przestajesz ufać sobie

Jest wieczór. Dzieci już śpią, w kuchni cicho, a Ty po raz trzeci odtwarzasz w głowie tę samą rozmowę.

Co on dokładnie powiedział? Jakim tonem? A co Ty powiedziałaś wcześniej? Może rzeczywiście zaczęłaś za ostro. Może źle to odebrałaś. Może jesteś po prostu zmęczona i dlatego tak Cię to zabolało.

I w końcu dochodzisz do tego samego miejsca, co zawsze: pewnie znowu przesadzam.

Chcę z Tobą dziś porozmawiać o tym pytaniu. Bo ono nie bierze się znikąd.

Skąd w tobie to pytanie

Wiele z nas zostało wychowanych na grzeczne dziewczynki. Takie, które nie robią scen. Które rozumieją, że tata jest zmęczony, a mama ma dużo na głowie. Które słyszały: nie płacz, nic się nie stało”, nie bądź taka wrażliwa”, nie przesadzaj”. Nikt nie miał złych zamiarów. Ale my nauczyłyśmy się czegoś bardzo ważnego: że nasze uczucia trzeba najpierw sprawdzić u kogoś innego, zanim uznamy je za prawdziwe.

A potem wchodzimy w dorosłe życie. I w relację.

Na początku wszystko jest piękne. On jest uważny, czuły, zainteresowany. Dopiero z czasem pojawiają się drobne rzeczy. Uwaga przy znajomych, z której wszyscy się śmieją, a Tobie robi się nieswojo. Ciche dni, po których nie wiesz, co właściwie zrobiłaś. Obietnica, której nie było”, choć pamiętasz ją dokładnie. Kiedy próbujesz o tym porozmawiać, słyszysz: znowu zaczynasz”. ty to zawsze musisz zrobić problem”. ja tak nie powiedziałem, coś Ci się wydaje”.

Pierwszy raz się kłócisz. Drugi raz tłumaczysz. Za dziesiątym razem milkniesz, bo szkoda Ci sił. A gdzieś za setnym zaczynasz wierzyć jemu bardziej niż sobie.

Psychologia ma na to nazwę: gaslighting. To forma przemocy psychicznej w związku, w której ktoś krok po kroku podważa Twoją pamięć, odczucia i ocenę sytuacji, aż zaczynasz wątpić w siebie bardziej niż w niego.

Kamyk, do którego się przyzwyczaiłaś

To dzieje się powoli. Tak powoli, że trudno wskazać moment, w którym się zaczęło. Trochę jak z kamykiem w bucie. Na początku uwiera i chcesz go wyrzucić. Ale ktoś ciągle mówi Ci, że tam nic nie ma, że po prostu źle chodzisz. Więc idziesz dalej. Zaczynasz inaczej stawiać stopę. Przyzwyczajasz się. I w końcu sama nie pamiętasz, jak to jest iść bez bólu.

Wiesz, po czym poznaję, że kobieta jest już głęboko w tym miejscu? Nie po tym, że płacze. Po tym, że zanim cokolwiek powie, układa w głowie zdanie tak, żeby nie wybuchło”. Po tym, że przeprasza, nawet gdy nie wie za co. Po tym, że tłumaczy go przed mamą i przyjaciółką, zanim ktokolwiek zdąży zapytać. Po tym, że czuje ulgę, kiedy słyszy, że on wróci później. I po tym, że przestała mówić, co ją boli, bo „i tak nic to nie zmieni”.

Jeśli rozpoznajesz się w którymś z tych zdań, nie oceniaj się. Nie jesteś naiwna ani słaba. Jesteś kobietą, która bardzo długo próbowała utrzymać spokój. Za wszelką cenę. Także za cenę siebie.

Tylko że ta cena rośnie. Płaci za nią Twoje ciało, które nie umie się już rozluźnić. Płacą za nią Twoje noce, kiedy sen nie przychodzi. Płacą przyjaźnie, z których powoli się wycofałaś, bo łatwiej było nie tłumaczyć. A czasem płacą też dzieci, które patrzą i uczą się, jak wygląda miłość.

To, że wątpisz, nie znaczy, że się mylisz

Powiem Ci coś, co chciałabym, żeby ktoś kiedyś powiedział mnie:

To, że ciągle w siebie wątpisz, nie znaczy, że się mylisz. Bardzo często znaczy tylko tyle, że ktoś długo pracował nad tym, żebyś zaczęła wątpić.

Kobieta, która naprawdę przesadza, rzadko zadaje sobie pytanie, czy przesadza. Ty je zadajesz. Codziennie. I to już jest jakaś odpowiedź.

W zdrowej relacji możesz powiedzieć „zabolało mnie to” i usłyszeć nie chciałem, porozmawiajmy”. Nie musisz zbierać dowodów. Nie musisz występować jak przed sądem. Twoje „boli mnie” wystarczy, żeby druga strona się zatrzymała.

Jedna mała rzecz: odróżnij fakty od interpretacji

Nie proszę Cię dziś o żadną wielką decyzję. Proszę Cię o jedną małą rzecz, która może zmienić bardzo dużo.

Naucz się odróżniać fakty od interpretacji.

Brzmi poważnie, ale to naprawdę proste. Kiedy żyjemy długo w relacji, w której nasze odczucia są podważane, wszystko nam się miesza. To, co się wydarzyło. To, co on o tym powiedział. To, co my sobie dopowiedziałyśmy, żeby było łatwiej. Po kilku latach nie wiemy już, gdzie kończy się prawda, a zaczyna tłumaczenie.

Dlatego weź zwykły zeszyt, taki tylko dla siebie, i wieczorem podziel stronę na trzy części.

Pierwsza część: FAKT

Zapisz tylko to, co nagrałaby kamera. Słowa dokładnie tak, jak padły. Zachowanie, które było widać. Gdzie to się stało i kto przy tym był. Bez przymiotników, bez ocen, bez „bo”.

Na przykład: „Przy jego rodzicach powiedział: ty i tak nic nie potrafisz zrobić porządnie. Wszyscy się zaśmiali”.

Albo: „Od soboty nie odezwał się do mnie ani słowem. Dziś jest środa”.

Druga część: INTERPRETACJA

Tu zapisz wszystkie wyjaśnienia, które pojawiły się wokół tego faktu. Jego i Twoje.

Jego: „To był tylko żart”. „Byłem zmęczony”. „Sama się prosiłaś”.

Twoje: „Może rzeczywiście źle ugotowałam”. „Pewnie miał ciężki dzień”. „Nie powinnam była się odzywać”.

Zobacz, co się dzieje, kiedy położysz to obok siebie. Fakt jest jeden. Wyjaśnień jest pięć. I prawie każde z nich sprawia, że to Ty bierzesz na siebie odpowiedzialność za coś, co zrobił ktoś inny.

Trzecia część: CO POCZUŁAM I CO SIĘ DZIAŁO W CIELE

Ta część jest najważniejsza. I chcę Ci przy niej pokazać coś, czego sama długo nie rozumiałam.

Uczucie, lęk, obrona: co mówi o tym ISTDP

W psychoterapii ISTDP, czyli intensywnej krótkoterminowej psychoterapii dynamicznej, jest takie proste i bardzo mądre spostrzeżenie. Kiedy dzieje się coś, co nas rani, rodzi się w nas prawdziwe uczucie. Najczęściej złość, smutek albo żal. Ale jeśli kiedyś, często jeszcze w dzieciństwie, nauczyłyśmy się, że takich uczuć nie wolno okazywać, to zamiast nich pojawia się lęk. A żeby nie czuć ani lęku, ani tego, co pod nim, uruchamiamy obronę.

Uczucie. Lęk. Obrona. Trzy kroki, które dzieją się w ułamku sekundy i zwykle zupełnie poza naszą świadomością.

Zobacz, jak to wygląda w praktyce.

On mówi przy swoich rodzicach: „ty i tak nic nie potrafisz zrobić porządnie”. W Tobie na moment pojawia się złość. Zdrowa, uzasadniona złość, bo ktoś Cię upokorzył. Ale zanim zdążysz ją poczuć, ściska Ci się żołądek, sztywnieją ramiona, w głowie robi się dziwnie pusto. I już po chwili myślisz: „może rzeczywiście ten obiad nie wyszedł”.

To ostatnie zdanie to nie jest prawda o Tobie. To jest obrona. Złość, która miała pójść na zewnątrz, do osoby, która Cię zraniła, zawróciła i uderzyła w Ciebie. Tak rodzi się obwinianie siebie. Tak rodzi się „może to ja przesadzam”.

Dlatego w trzeciej części zeszytu zapisz trzy rzeczy.

Co poczułam naprawdę, zanim zdążyłam to zagłuszyć? Jednym słowem. Złość. Smutek. Upokorzenie. Żal. Nie oceniaj tego. Złość na kogoś, kto Cię rani, nie czyni Cię złą kobietą. Czyni Cię żywą.

Gdzie poczułam lęk w ciele? Lęk ma swoje drogi i warto je znać, bo to Twoje osobiste sygnały ostrzegawcze:

  • w mięśniach: zaciskasz szczękę albo dłonie, sztywnieją Ci ramiona, łapiesz się na głębokim westchnieniu;
  • w brzuchu i w środku ciała: ściska żołądek, robi Ci się niedobrze, nagle musisz iść do łazienki, boli Cię głowa;
  • w głowie: robi się mgła, gubisz wątek, nie możesz zebrać myśli, coś szumi w uszach albo obraz robi się jakby nieostry.

Zatrzymaj się na chwilę przy tej ostatniej drodze, bo ona jest kluczem do całego tego tekstu.

Jeśli w trudnej rozmowie robi Ci się pustka w głowie, a potem nie możesz sobie przypomnieć, co dokładnie zostało powiedziane, to nie znaczy, że masz słabą pamięć. I nie znaczy, że „coś Ci się wydaje”. To znaczy, że lęk był tak silny, że zalał Twoją uwagę i pamięć. Ktoś, kto potem mówi Ci „ja tak nie powiedziałem”, trafia dokładnie w to miejsce, w którym i tak jesteś niepewna. I dlatego zapis faktów zaraz po zdarzeniu jest dla Ciebie tak ważny.

Co zrobiłam z tym uczuciem? Tu zapisz swoją obronę. Przeprosiłam. Zmieniłam temat. Uśmiechnęłam się. Wytłumaczyłam go przed innymi. Powiedziałam sobie, że to nic takiego. Zjadłam coś słodkiego. Zamilkłam na cały wieczór.

Nie zapisuj tego, żeby się skrytykować. Te obrony kiedyś Cię chroniły. Pomagały przetrwać. Zapisujesz je po to, żeby zobaczyć, że to są tylko sposoby. Nie prawda o Tobie.

Trzy pytania, które pomogą Ci odróżnić fakt od interpretacji

  1. Czy obca osoba, która stałaby obok, zobaczyłaby lub usłyszała dokładnie to samo? Jeśli tak, to fakt.
  2. Czy w tym zdaniu jest słowo „bo”, „pewnie”, „chyba”, „na pewno chciał”? Jeśli tak, to interpretacja.
  3. Czy to zdanie tłumaczy jego zachowanie albo obwinia Ciebie? Jeśli tak, to prawie na pewno nie interpretacja, tylko obrona. Twoja złość, która znów zawróciła w Twoją stronę.

Co zobaczysz po kilku tygodniach

Rób to przez kilka tygodni. Nie czytaj od razu. A potem usiądź spokojnie i przeczytaj po kolei wszystkie strony.

Najpierw same fakty. Zobaczysz obraz, którego nie da się już zbyć jednym „wydaje Ci się”.

Potem swoje uczucia. Zobaczysz, ile w Tobie było złości i smutku, na które nie dałaś sobie prawa.

A na końcu swoje obrony. I prawdopodobnie zobaczysz, że niemal za każdym razem to Ty brałaś winę na siebie.

To jest moment, w którym wiele kobiet pierwszy raz mówi na głos: „to nie ja przesadzałam”.

Nie musisz od razu nic z tym robić. Wystarczy, że to zobaczysz. To jest pierwszy kamyk, który wyjmujesz z buta.

Nie musisz z tym zostawać sama

Jeśli czytając ten tekst, poczułaś mocny ścisk w brzuchu, łzy albo nagłą mgłę w głowie, potraktuj to jako informację, a nie powód do wstydu. Twoje ciało właśnie pokazało Ci, jak dużo w sobie niesiesz. Takie rzeczy dobrze jest przeżywać w obecności kogoś bezpiecznego, na przykład psychoterapeuty.

Twoje uczucia nie są przesadą. Są informacją. Tak jak kamyk w bucie jest informacją, że coś trzeba wyrzucić, zanim zrobi się z tego rana.

Masz prawo im zaufać. Masz prawo zatrzymać się, zdjąć buta i sprawdzić. I masz prawo iść dalej bez bólu.

Nie bój się zmiany. Bój się życia, które rani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry