Red Pill kontra feminizm: Wojna płci czy szansa na wspólny rozwój?

Gdy patrzę na to, co dzieje się w przestrzeni publicznej, mam coraz silniejsze wrażenie, że zamiast szukać dróg do porozumienia, okopaliśmy się w swoich obozach. Na jednej flance – feminizm, który w niektórych swoich odłamach staje się coraz bardziej radykalny i agresywny. Na drugiej – red pill, który rzekomo ma być odpowiedzią na tę radykalizację, ale w rzeczywistości staje się jej lustrzanym odbiciem. Obie strony krzyczą, ale nikt nie słucha.

I tu pojawia się moje pytanie: czy naprawdę musimy toczyć wojnę płci? Czy w tej wiecznej naparzance na argumenty, oskarżenia i pseudo-filozoficzne frazesy naprawdę chodzi o rozwój i lepsze zrozumienie siebie nawzajem? Czy przypadkiem nie gramy według reguł, które ktoś narzucił, byśmy przypadkiem nie zaczęli się dogadywać?

Red pill – prawda, ale czy wyzwalająca?

Nie ma co ukrywać – red pill powstał jako reakcja na rosnące nurty feminizmu, które zaczęły marginalizować męską perspektywę, przedstawiając mężczyzn tylko jako oprawców, a kobiety jako wieczne ofiary. Z początku była to przestrzeń, gdzie faceci mogli odreagować, zrozumieć mechanizmy rządzące relacjami, ale… coś poszło bardzo nie tak.

Dziś w redpillowej narracji kobieta jest nie tylko nieracjonalna, ale i wyrachowana. Sprowadza się ją do strategii hipergamii (czyli rzekomej biologicznej potrzeby wybierania partnera o wyższym statusie), a mężczyzna ma jedynie dwie drogi: albo stać się „alfą” i dominować, albo zgnić w cieniu jako „beta”, niegodny uwagi. Kobiety są przedstawiane jako manipulantki, materialistki i stworzenia, które można „rozpracować” jak równanie matematyczne. Ale serio? Naprawdę ktoś w to wierzy? Czy to ma być ta „przebudzona” prawda?

Nie oszukujmy się – to nie jest oświecenie, tylko inna forma klatki. Red pill nie uczy relacji – uczy strategii przetrwania w relacjach opartych na lęku i kontroli.

Feministyczny fanatyzm – z ofiary do oprawcy?

A teraz odwróćmy lustro. Feminizm, który miał być ruchem emancypacyjnym, w wielu przypadkach zamienił się w narrację opartą na zemście. Mężczyźni przestali być partnerami – stali się wrogami. Wszystko, co robią, jest z gruntu złe, a każda różnica między nami to przejaw opresji. Słowa „patriarchat”, „przywilej”, „toksyczna męskość” są rzucane jak granaty, bez refleksji, czy przypadkiem nie burzymy tym fundamentów, które mogłyby służyć wspólnemu wzrostowi.

Tymczasem kobieca siła nie polega na niszczeniu męskości, tak samo jak męska siła nie polega na deprecjonowaniu kobiecości. Jesteśmy różni – i całe piękno polega na tym, by znaleźć sposób, by te różnice współgrały, zamiast się wzajemnie wykluczać.

Wojna płci to ślepa uliczka

Red pill mówi: „zrozum, jak działa kobieta, i kontroluj ją, bo inaczej ona wykorzysta ciebie.” Radykalny feminizm odpowiada: „kobieta nie potrzebuje mężczyzny, a każdy, kto myśli inaczej, wspiera opresję.” I tak sobie naparzają, a prawda leży pośrodku, skrępowana linami, zakneblowana i zakopana dwa metry pod ziemią.

Relacja to coś więcej niż rozgrywka. To nie rywalizacja. To spotkanie. A my, zamiast spotkania, fundujemy sobie wieczną walkę na to, kto kogo przechytrzy.

Co zamiast walki?

Przede wszystkim świadomość. Nie ma nic złego w zrozumieniu mechanizmów, które rządzą relacjami. Ale wiedza powinna prowadzić do lepszego porozumienia, a nie do budowania kolejnych murów. Zamiast pytać „jak zdobyć przewagę?”, warto zapytać: „jak możemy się uzupełniać?”. Zamiast „jak nie dać się wykorzystać?”, warto się zastanowić „jak budować relacje oparte na wzajemnym szacunku?”.

Tak, kobiety mają swoją dynamikę i mężczyźni swoją. Tak, bywamy irracjonalni. Tak, kierują nami instynkty. Ale czy naprawdę musimy traktować siebie nawzajem jako zagrożenie?

Dla mnie kluczowa jest zmiana narracji. Nie walczmy – twórzmy. Nie budujmy strategii przeciwko sobie – budujmy świadomość, dzięki której każda ze stron może wzrastać. Nie patrzmy na siebie przez pryzmat przeszłości, krzywd i ran – patrzmy na to, co możemy zrobić razem, jeśli tylko przestaniemy się bać.

Bo strach jest tym, co napędza zarówno red pill, jak i radykalny feminizm. A tam, gdzie rządzi strach, nie ma miejsca na prawdziwą bliskość.

A przecież to jej wszyscy szukamy, prawda?

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry